Warownia Jomsborg od środka

artykuł prasowy | autor: Agnieszka Grzelak
praca napisana w ramach zajęć: redagowanie tekstów dziennikarskich
prowadząca: red. Sylwia Kawalerowicz

Odtwórcy wczesnośredniowiecznych Wikingów mają w Warszawie swój gród, w którym organizują walki i starają się jak najlepiej odwzorować tamte czasy. Za bramą leje się miód, a czasami nawet krew.

Drużyna

Jest ich piętnastu. Dzięki historycznym strojom i warowni, cofają się w czasie. Na co dzień wykonują różne zawody. Jest wśród nich wielu archeologów. Najpierw o wikingach się uczyli, teraz ich naśladują. Wikingowie przyjmują skandynawskie i słowiańskie imiona. Sami wykonują sobie stroje, kolczugi oraz ozdoby. Na ich czele stoi Jarl, czyli wódź. Posiadają własny kodeks wzorowany na kodeksie królewskiej drużyny norweskiej z dwunastego wieku. Najgorszym wykroczeniem jest nielojalność wobec drużyny. „W dwunastym wieku, kto nie był zbójem nie miał szans na przetrwanie.” – wyjaśnia Jarl Einar. Wikingowie muszą posiąść umiejętność żeglowania i posługiwania się bronią. Uczą się strzelać z łuku, walczyć włócznią, toporkiem oraz mieczem.

Jak właściwie wygląda gród?

Warownia Jomsborg od środkaGród znajduje się blisko Wisły, między ośrodkiem olimpijskim a mostem Grota Roweckiego. W pasie zieleni między rzeką a trasą Gdańską. Dużą fortyfikację zdrewnianych pali, której brama zaprasza rozpostartymi skrzydłami i zapachemogniska, widać z daleka. Niesamowite jak po przekroczeniu progu wszystko się zmienia. Nie widać już samochodów, za to widać drzewa, ognisko i uśmiechniętych ludzi ze wczesnegośredniowiecza. Są też oczywiście odwiedzający – dzisiaj z dużą gromadką dzieci. Po lewej zadaszone miejsce z ławkami i stołami – wszystko ręcznie wykonane w klimacie średniowiecza. Zaraz obok jest tawerna Valhalla, w której można kupić piwo lub miód pitny. Trochę dalej znajduje się kram, w którym sprzedają ręcznie wykonane przedmioty takie jak biżuteria, zastawa, klamry do pasa, łuki, strzały i wiele innych. Po środku grodu jest miejsce walk – klepisko ogrodzone linami. Za nim w oddali widać cel do strzelania z łuku i ogródek. Natomiast po prawej stronie od wejścia jest hala. „To w niej odbywają się najważniejsze wydarzenia grodu ibiesiady. A wojownicy odpoczywają tam po walkach” – zdradza Jarl Einar, czyli wódz drużyny. Pod dachami wiszą lampy, które są zapalane kiedy robi się ciemno, a do każdego z tych budynków prowadzą drewniane ścieżki. Przy wejściu jest też miejsce, w którym dzieci mogą się nauczyć robienia lalek ze słomy i prostych rzeczy z filcu. To jedno z niewielu miejsc, w których można nauczyć się takich metod robienia własnych zabawek.

Raj dla młodych

Większość dorosłych może spokojnie odpocząć pod dachem popijając piwo, a w międzyczasie ich dzieci mogą latać po grodzie, robiąc to, na co zwykle się im nie pozwala. „Dzieci to są w ogóle zajarane. Jeszcze jak może hełm założyć spocony po kimś, to już w ogóle mistrzostwo świata. Albo poganiać się tam z patykiem.” – mówi Maciek, który jest członkiem drużyny Jomsborg już od pięciu lat. Zapytałam Jarla Einara, co gród ma do zaoferowania najmłodszym. – Przyjmujemy grupy szkolne w ramach zajęć z historii. Uczymy chętnych strzelania z łuku, wybijania monet, robienia lalek ze słomy, czy piłek z filcu. Zwykle opowiadam jakąś sagę, żeby dzieciaki trochę zainteresować, a potem mówię, jak to się żyło we wczesnymśredniowieczu. – odpowiada. Kiedy mamy młodych widzów, nigdy nie dobijamy w walce. Pamiętam jak kiedyś chłopaki się zapomnieli i jeden dobił drugiego. W tym momencie trzydzieści dzieciaków w ryk! Zawisza musiał od razu wstać i wyjaśniać, że to nie jest naprawdę i nic mu się nie stało. Od tego czasu uważają bardziej. Ale gólnie dzieciaki zawsze się cieszą, interesują, podpytują. Dla nich to frajda powalić patykiem chociaż w pal treningowy – dodaje.

Raj dla dorosłych

Szczególnie mężczyźni mają tutaj rozrywkę. Lubią popatrzeć na walkę lub popić. Kobiety cieszą się, że dzieci mają frajdę a i one mogą podpatrzeć co nieco.

W środku dnia Jarl zwykle opowiada sagę w hali. Na ścianach wiszą tarcze wojowników i skóry dzików. Saga jest opowiadana wśród dymu (w hali jest zabudowane ognisko i otwierana część dachu) i zapachu drewna. Jest ich na tyle dużo, żeby nie zanudzić tymi samymi opowiastkami ludzi, którzy są tu kolejny raz.

Walka to nie latanie z patykami

Warownia Jomsborg od środkaDziwne jak to wydarzenie raduje zarówno młodych jak i dorosłych. Jedyną grupą, która ogólnie nie wyraża żadnego zainteresowania to podobno gimnazjaliści, czasem liceum. „Dzieci gimnazjalne to siedzą z komórkami i wysyłają sobie sms-y, a panny oglądają pazury” zdradza Olaf – jeden z wojowników. Jednak walka to moment, na który wszyscy czekają. Dzieci, bo chcą zobaczyć kto najsilniejszy; dorośli, bo mogą zobaczyć jak się leją i czy robią to poprawnie. Jest to też pokaz kunsztu i wprawy, bo przecież nie można komuś zrobić krzywdy, a walczyć trzeba. Walki zaczynają się od walk 1 na 1. Wojownicy w pełnej krasie – hełm, karwasze, kolczuga, rękawice i oczywiście miecz i tarcza. Dwóch przeciwników staje naprzeciwsiebie i uderza jednocześnie w swoje miecze na znak rozpoczęcia walki i tego, że są gotowi. Miecze, którymi walczą wojownicy są ze stali, więc mimo ochrony ciosy i tak bolą. To chyba dostarcza jeszcze większej rozrywki. Następnym typem walki jest „honor”. Polega on na tym, że woje tworzą koło i dobierają się losowo w pary. Wygrany z jednej pary walczy potem z wygranym z innej i tak do wyłonienia najlepszego z nich. Kiedy walczą już wszyscy naraz, robi to jeszcze większe wrażenie. „Zdrada” polega to na zupełnym chaosie. Każdy na każdego, zero zasad.

To mężczyznom podoba się najbardziej. Bawi mnie jak wiwatują i krzyczą: „Uważaj! ZaTobą!” – śmieje się mama 7 letniej Izy, z którą przyszła odwiedzić wikingów. Tak pokolei wybijają się nawzajem, aż zostanie jeden zwycięzca. Ten występ jest najbardziej emocjonujący. Co jakiś czas Jarl ogłasza przerwę i zaprasza wszystkich do tawerny. A jest w czym wybierać. Drużyna sama tworzy swój miód piwny i okresowo piwo.Wszystko podawane w glinianym kubku, jeśli ludzi nie jest za wiele. Wojownicy pytani o to, jak ludzie reagują na ich „drugie życie”, odpowiadają: „Zdarza się, że ktoś powie: Dorośli ludzie a z mieczami biegają. Ale to nie jest dokońca tak. Bo to na serio jest. Na serio się tym jaramy. Traktujemy to jak sposó bżycia, a nie takie tam hobby.” Wszyscy zgodnie dodają, że większości osób podoba się to co robią i interesują się szczegółami wyposażenia czy historii. Żaden z nich nie miał przypadku, żeby ktoś powiedział im w twarz, że to co robią jest dziecinne, mimo, że pewnie o tym myślą – uważa Jarl. Wojownicy walczą na serio i nie udają ciosów. Więc mimo zbroi, jeśli ktoś dostanie, to dobrze to czuje. Miecze i hełmy są ze stali. Każda część ubioru to repliki z tamtych czasów – nie tylko z wyglądu, ale i z wagi, wymiarów i materiałów. Ponoć na każdym treningu zdarza się jakiś mały uraz, jeśli ktoś trafi w nie osłoniętą zbroją część ciała. Okazuje się jednak, że mimo to decydują się na parę treningów tygodniowo. Na szczęście my możemy oglądać to z daleka w miłym towarzystwie, z miodem w ręku.

 

Zgłoś błąd / sugestie

© IMiNS, 2016