Upadek polskiej animacji

artykuł prasowy | autor: Michał Niedziółka
praca napisana w ramach zajęć: redagowanie tekstów dziennikarskich
prowadząca: red. Sylwia Kawalerowicz

Koniec 2012 roku, Telewizyjne Studio Filmów Animowanych w Poznaniu ogłasza upadłość. Wraz z zamknięciem studia kończy się pewna epoka. Dokąd zmierza polska animacja?

Od dwunastu lat TVP S.A. wyprodukowała 52 odcinki filmów animowanych. To ponad 4 odcinki na rok, dla porównania kiedyś rocznie produkowała 25 razy więcej. Z roku na rok liczba rodzimych produkcji maleje. Nie inwestuje się już w rozwój polskiej animacji, mimo że promocja rodzimych filmów dla dzieci to jeden z elementów misji nadawcy publicznego zapisany w statucie spółki. Obliguje ją też do tego podpisana przez TVP Karta Telewizji Dziecięcej. “Telewizja w pełni zdaje sobie sprawę ze znaczenia produkcji polskich filmów animowanych w procesie edukacji dzieci. Jednak z uwagi na trudną sytuację finansową Spółki konieczne było ograniczenie wydatków na produkcję wysokonakładowych programów, w tym filmów animowanych dla dzieci” – mówi Daniel Jabłoński z Centrum Informacji TVP. Telewizja Polska twierdzi, że nie opłaca się produkować animacji w naszym kraju, ponieważ jest to zbyt kosztowne, dlatego kupuje je najczęściej w USA. Nie chce zdradzić, jaki jest koszt kupna bajek zza oceanu, broniąc się tajemnicą handlową. Natomiast prezes TVP Juliusz Braun opowiada o cenach produkcji w Polsce: „Mało kto wie, jak produkcje są drogie. Wyprodukowanie 10 minut animacji kosztuje 400 tys. Złotych.” Prezes Telewizyjnego Studia Filmów Animowanych w Poznaniu Ewa Sobolewska twierdzi, że taka inwestycja się zwraca: „Produkcja jednego trzynastominutowego odcinka jest droga, ale nie aż tak: w poznańskiej wytwórni kosztuje 250, góra 300 tys. zł. Im dłuższa seria, tym niższe koszty. Filmy animowane dla dzieci mogą być emitowane przez lata; są ambasadorem polskiej kultury, animację sprzedaje się za granicę. Produkcja polskich filmów jest co najmniej o połowę tańsza od produkcji zachodnioeuropejskiej”.

Walka o przetrwanie

Upadek polskiej animacjiZ wpisu na Facebooku na profilu Muzeum Dobranocek ze zbiorów Wojciecha Jamy w Rzeszowie możemy dowiedzieć się, że poza niechęcią TVP do promowania polskich bajek, mamy jeszcze jeden poważny problem: „(…) Polskiej animacji brak jednego – dobrej promocji, czyli tzw. PR-u. Nie wykorzystujemy tego, co już mamy. Brak na rynku gadżetów z polskimi produkcjami (Bolek i Lolek, Miś Uszatek, Colargol, Porwanie Baltazara Gąbki i dziesiątki innych świetnych tytułów). Brak odpowiedniej promocji naszych bohaterów dobranockowych tworzonych według najstarszych technik animacji. Moglibyśmy z tego zrobić nasz mocny punkt. Jest naprawdę niewiele studiów na świecie, które robią animacje lalkowe metodą poklatkową. Dlaczego “Krecik” wg najnowszych badań popularności postaci bajkowych jest na drugim miejscu po Myszce Miki na świecie? Ponieważ zadbano o jego promocję, zrobiono z niego towar eksportowy i mimo śmierci Zdenka Milera (jego twórcy), publiczność nadal domaga się dalszych odcinków. U nas jedyne co potrafi TVP to odcinać kupony od dawnych, dobrych czasów i ściągać ogromne sumy za prawa autorskie (nie inwestując przy tym w nowe produkcje). Nie myśli się o promocji znanych już postaci, mimo że rynek jest na to otwarty i chłonny, co potwierdziła firma Tissotoys z powodzeniem wypuszczając serię figurek znanych bohaterów bajek polskich.”

Cenione za granicą

Upadek polskiej animacji„Baśnie i bajki polskie” zostały sprzedane do 47 krajów i dostały 40 nagród zagranicznych, co świadczy najlepiej o jakości naszych produkcji. Japonii „Miś Uszatek” cieszy się niezwykłą popularnością*. Jest całkowicie odmienny od animacji z Kraju Kwitnącej Wiśni, a jednak znalazł tam rzeszę odbiorców. Serwis kozaczek.pl podał, że Japończycy są zainteresowani koprodukcją nowej serii przygód misia lub filmem pełnometrażowym. Studio Se-ma-for w Łodzi świętowało swoje osiągnięcia, kiedy na Oscarowej gali w 2008 roku dostało statuetkę za najlepszy krótkometrażowy film animowany. „Piotruś i Wilk” – bo o tym filmie mowa – został zrealizowany w animacji pokladkowej. Produkcja trwała trzy lata i była to największa w historii koprodukcyjna realizacja polsko-brytyjska. Najbardziej nagłośnionym w mediach projektem był film „Katedra”. Siedmiominutowa krótkometrażówka w reżyserii Tomasza Bagińskiego, twórcy specjalizującego się w tego typu produkcjach. Ekranizacja opowiadania Jacka Dukaja, w całości stworzona przez jednego człowieka, dostała w 2003 roku nominację do Oscara. Szef Studia Miniatur Filmowych w Warszawie Włodzimierz Matuszewski o swoich przedsięwzięciach mówi: „Sytuacja jest dziwaczna: nie produkujemy dla polskiej telewizji, a sprzedajemy bajki fińskiej, argentyńskiej czy holenderskiej.” Łódzki Se-ma-for- znany z “Zaczarowanego ołówka”, a ostatnio z oscarowego “Piotrusia i Wilka” – ratuje się kontraktem ze szwajcarskim koproducentem. „Nasz nowy serial “Zajączek Parauszek” na pewno obejrzą szwajcarskie dzieci w tamtejszej telewizji publicznej. Nie wiem, czy zobaczą go polskie.” – mówi szef Semafora Zbigniew Żmudzki. Za granicą mamy wspaniałą renomę. W niektórych dziedzinach produkcyjnych jesteśmy w czołówce światowej, takich jak na przykład animacja poklatkowa. Niestety ta dziedzina jest niszowa, a produkcje komercyjne, które przynoszą największy zysk, nie są w Polsce rozwijane.

Ucz się animacji…, ale sam

Andrzej Szych, Akademia Sztuk Pięknych w Poznaniu „W Polsce nie ma uczelni, gdzie uczy się animatorów – animatorów postaci. Tak więc nie ma kto robić tych filmów, seriali. Uczenie się animacji na własną rękę jest procesem zbyt trudnym i długim. Animacja postaci to dziedzina, którą można nauczać. Jest wiele poziomów wiedzy, jaką powinien przejść każdy animator: dobry rysunek, anatomia i motoryka ludzi i zwierząt, złote zasady animacji takie jak squash& stretch czy anticipation, chód i bieg postaci/zwierząt i ostatni, najwyższy poziom – aktorstwo.” Doskonałym przykładem na samouka jest wcześniej wspomniany Tomasz Bagiński. Człowiek, który zaczynał prace z grafiką 3D w latach 90. W tych czasach nikt nawet o tym nie myślał, a on już tworzył pierwsze projekty. Tomek o swoich początkach mówi tak: „Próby i błędy. Kiedy zaczynałem, materiałów było dużo mniej niż teraz, a o internecie to można było tylko pomarzyć. Uczyłem się więc sam.(…)”

Jak nie dzieci, to reklama

Upadek polskiej animacjiZespół animatorów, grafików komputerowych i reżyserów postanowił nie stawiać na bajki dla dzieci, ale na reklamę. W ten sposób powstała firma Human Ark, która połączyła umiejętności grafików z niezależnością od akademii filmowych. HA jest twórcą między innymi reklam dla Telekomunikacji Polskiej z Sercem i Rozumem. Produkcje te zostały uhonorowane na wielu festiwalach, m. in. najwyższe wyróżnienie na Grand Prix 12. Firma CD Project wolała pójść w innym kierunku i wykorzystać pokłady umiejętności grafików w grach komputerowych. Przenieśli oni powieść Andrzeja Sapkowskiego na dyski twarde. „Wiedźmin”, bo o nim mowa, stał się hitem wśród graczy na całym świecie, promując tym samym nie tylko grę jako produkt, ale także książkę jako fabułę. Pozycja ta ma na swoim koncie różne nagrody, w szczególności wygraną Golden Trailer w kategorii gra wideo. Nagroda ta jest uważana za Oscara wśród Trailerów.

Koniec kinematografii początkiem czegoś innego

Być może nie przyjdzie nam już zobaczyć „Bolka i Lolka” w nowej odsłonie lub „Misia Uszatka 2”, a nasze dzieci będą wychowywać się na bajkach z USA lub Japonii. Smutne jest to, że my Polacy, nie mamy możliwości rozwijać się w kierunku, w którym możemy osiągnąć i osiągaliśmy sukcesy. Niestety, jak powiedział Wojtek Wawszczyk (reż. m.in „Jeż Jerzy”), „Z polską animacją, jest jak z paraolimpijczykami. Przywożą najwięcej medali, choć są najgorzej finansowani.” Na szczęście animacja daje nam dzisiaj dużo możliwości i nie trzeba się ograniczać tylko do bajek dla dzieci, a w każdej dziedzinie związanej z tym jesteśmy w stanie sobie poradzić i to bardzo dobrze.

 

Zgłoś błąd / sugestie

© IMiNS, 2016