Centrum Nauki Kopernik po 5 miesiącach działalności

reportaż | autor: Mateusz Pankiewicz
praca napisana w ramach zajęć: formy i gatunki dziennikarskie
prowadzący: red. Jacek Wegner

Niespełna pół roku temu głośno było o “Wielkim Wybuchu”, czyli otwarciu warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Miejsce to od samego początku cieszyło się ogromnym zainteresowaniem zarówno warszawian, jak i gości z innych miast. Jak wygląda dziś?

Budynek CNK z zewnątrz

Centrum Nauki KopernikWygląda naprawdę rewelacyjnie. Zwłaszcza w blasku delikatnego, kwietniowego słońca. Potężny gmach o nieregularnych kształtach i nowoczesnych barwach dumnie prezentuje się jako prawdopodobnie najciekawszy obecnie punkt lewego brzegu Wisły. Aby do niego dotrzeć na podróżujących komunikacją miejską czeka około 3-minutowy spacer od najbliższego przystanku, zaś na zmotoryzowanych – poszukiwanie miejsca parkingowego w pobliskich uliczkach.

W sobotnie południe

Kolejka do wejścia zaczyna się kilkanaście metrów od drzwi do budynku, za którymi czeka na nas jeszcze parę metrów do kasy. Gdy ustawiamy się na jej końcu miły Pan wręcza nam drukowany informator oraz oznajmia, że oczekiwanie na wejście zajmie około 2 godzin. Znacznie lepiej jest po południu – o 16:00 wejść można już po 20-30 minutach. Zbliżając się do kasy naszym oczom ukazuje się nowoczesne, lekko surowe, ale bardzo czyste wnętrze CNK. Jeszcze przed przekroczeniem bramek widzimy pierwszy eksponat – robota, który co prawda nie chodzi, ale rusza głową, rękoma, mówi i przewraca oczyma. Po prawej stronie od kasy znajduje się sklep z grami i gadżetami, zaś obok niego coś dla głodnych nie tylko wiedzy – bar bistro.

Docieramy do kasy

Ceny biletów, podobnie jak większość informacji i komunikatów w całym Centrum, prezentowane są na ekranach LCD. Wygląda to bardzo profesjonalnie i nowocześnie. Studencką wejściówkę kupujemy za 16 zł, ale nie dostajemy w zamian biletu, tylko… kartę logowania. Po wizycie w kasie udajemy się do szatni. Tu bardzo miła niespodzianka. Zamiast ogromnej kolejki i wiecznie zabieganych Pań szatniarek mamy szafki zamykane na klucz, do których spokojnie wkładamy bagaże i ubrania. Aby zamknąć szafkę konieczna jest 2-złotowa moneta, jednak i o tym władze Centrum pomyślały – zdobyć ją można w – jak na to miejsce przystało – elektronicznym automacie do rozmieniania pieniędzy.

Ruszamy więc w drogę – ku kopalni wiedzy. Bramkę wejściową otwieramy kartą logowania. Następnie otrzymany w kasie gadżet używamy w specjalnym powitalnym infokiosku. Tu wprowadzamy do systemu swoje imię oraz adres e-mail. Pierwszy eksponatem, na który trafiamy jest gigantyczne wahadło, zaczepione pod sufitem drugiego piętra, z ogromną metalową kulą u dołu. Do tego właśnie miejsca wrócimy pod koniec naszej wędrówki.

Pierwsza strefa którą odwiedzamy

Centrum Nauki KopernikNosi nazwę „Korzenie cywilizacji”. Znajduje się tu niezliczona ilość trybów oraz kół, których niestety nie wolno dotykać. Jest jednak cała masa interaktywnych eksponatów. Za pomocą 3 walców wypełnionych drobnymi kulkami uświadomimy sobie jak niewiele stanowi jeden z miliona. Na specjalnym wyświetlaczu możemy – z drobną pomocą komputera – narysować rozetę wprowadzając matematyczne równanie. Dzięki specjalnemu urządzeniu z czujnikami nacisku w podłodze na parę chwil staniemy się funkcją matematyczną (tak – to nie żart!), zaś dzięki kolorowym klockom – zbudujemy sklepienie. W nieco odseparowanej części wystawy możemy zagrać na niewidzialnej harfie, rytm bicia swojego serca usłyszeć jako dźwięk bębna, zaś siadając na scenie – stać się częścią grającej orkiestry. Pod koniec wystawy „Korzenie cywilizacji” mamy szansę na ujrzenie swojego imienia w postaci hieroglifów na specjalnym kamieniu, a także na przetestowanie kilku mechanizmów transportu wody z dołu na górę – w celu napełnienia starożytnego akweduktu.

Przenosimy się na drugie piętro

Centrum Nauki KopernikW pierwszej kolejności odwiedzamy wystawę „Człowiek i środowisko”. Na wstępie możemy wykazać się umiejętnością szybkiej segregacji odpadów wrzucając do odpowiednich szczelin specjalne klocki z symbolami śmieci. Na specjalnym torze z przeszkodami (a właściwie elementami ulicznej rzeczywistości) mamy szansę przekonać się, jak trudna może być podróż na wózku inwalidzkim przez tory kolejowe, podjazdy i różnego rodzaju płytki chodnikowe. Na multimedialnych ekranach poznamy procedurę klonowania, zaś po kilku minutach dotrzemy do robiącej ogromne wrażenie strefy, w której toczy się prawdziwy pojedynek gatunku ludzkiego ze zwierzętami. To tu możemy zmierzyć się z najszybszymi, najbardziej gibkimi, posiadającymi najlepszy wzrok, czy też umiejącymi najdłużej zwisać na gałęzi zwierzętami. Nasze wyniki zapamiętane zostaną przez komputer i wyświetlone na ogromnej tablicy. Z całą odpowiedzialnością rzec można jednak, że żadnego ze zwierzęcych mistrzów pokonać nie zdołamy. „Człowiek i środowisko” to duża wystawa, w której znajdziemy także wiele innych, ciekawych eksponatów. Spotkamy się tu nie tylko z ekologią i ludzkimi możliwościami, ale także z tajnikami naszego ciała. Ze specjalnego manekina wyciągnąć możemy jelito (przygotowana w tym celu sala jest naprawdę przestronna), zaś za pomocą skomplikowanej, nieco przerażającej maszyny dowiedzieć się, ile wody znajduje się z naszym organizmie. W tym celu stajemy na wadze i podajemy płeć oraz wiek. Wynik ukazuje się nie w postaci cyfr na wyświetlaczu, ale prawdziwej wody w plastykowej tubie.

Tuż obok wystawy „Człowiek i środowisko” znajdujemy nieco kameralną „Strefę Światła”. Składa się ona z różnej wielkości pomieszczeń, w których dowiadujemy się m.in. czym jest polaryzacja oraz jak oszukać rzeczywistość za pomocą perspektywy. Używając klocków lub scenicznych reflektorów z filtrami mieszać możemy barwy w systemie CMY. Do naszej dyspozycji jest także regulowane potencjometrem lustro weneckie, które działa w obie strony, a także masa innych doświadczeń. „Strefa Światła” to bardzo ciekawe miejsce stanowiące wyraźny ukłon w stronę starszych gości.

Następnie trafiamy na wystawę pt. „Świat w ruchu”. Znajdziemy tu potężną maszynę, w której ruch przenoszony jest za pomocą wielu trybów, zaś jego źródłem jesteśmy my sami. Na ruchomej platformie na własnej skórze odczujemy niszczycielską moc trzęsienia ziemi. Ogromne wrażenie robią też eksponaty demonstrujące powstawanie tornado – szklane, wysokie klatki, w których żywioł ten możemy obserwować za pomocą ruchu ognia lub pary wodnej. Dużą popularnością cieszy się także model helikoptera, którym można sterować. Niestety, tylko pod szklaną kopułą i na wysięgniku.

Na koniec

Przenosimy się z powrotem na piętro pierwsze. Po drodze napotykamy jeszcze na balon na gorące powietrze, samoloty napędzane ciepłem światła słonecznego oraz rakietę na sprężony gaz. Wszystkie z nich możemy uruchomić samodzielnie. Naszym celem jest jednak wystawa o nazwie „Re: Generacja”. Tu z pewnością mile zaskoczeni będą starsi goście. W strefie tej znajdujemy całą masę multimedialnych ekranów i innych eksponatów, w których przyda się nasza karta logowania. Możemy poprowadzić modernizację miasta, stworzyć film w technologii greenbox, zmierzyć się z partnerem w pojedynku na wiedzę o reklamie, czy też tworzyć muzykę za pomocą dotykowego „stołu” na którym układamy klocki z symbolami instrumentów i dźwięków. Ta część CNK jest wyraźnie inna niż pozostałe, jednak bardzo ciekawa, a wręcz zaskakująca – stanowi idealne zakończenie naukowej wędrówki.

Po wyjściu

Z „Re: Generacji” wracamy w pobliże wielkiego wahadła. Przez bramkę opuszczamy część wystawową i przechodzimy przez naukowy sklep. Niestety, ale naukowy głównie z nazwy – w rzeczywistości nabędziemy tu gry planszowe, klocki Lego i pistolety na wodę. Po wyjściu ze sklepu trafiamy do bistro. Tu także rewelacji nie ma – dania są dość drogie, mało urozmaicone, a porcje raczej niewielkie. Bądźmy jednak wyrozumiali – w końcu to nie gastronomia jest specjalnością tego miejsca.

Centrum Nauki Kopernik robi duże wrażenie. To miejsce bardzo nowatorskie, inspirujące, ciekawe, nowoczesne, czyste (od wejścia, przez eksponaty, aż po toalety), przestronne, z ogromnym potencjałem. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że adresowane głównie do młodszych odbiorców. Tych właśnie w CNK jest najwięcej. Przy dłuższej wizycie i ograniczonej cierpliwości nieustające krzyki wszechobecnych dzieci mogą nawet dać się we znaki. Niestety, rodzice rzadko kiedy należycie pilnują swoje pociechy. Te z kolei większość eksponatów traktują jako zabawki, inne zaś – po prostu bezmyślnie niszczą. Obsługa CNK jest raczej nieobecna i nie interweniuje w takich przypadkach. Nie zmienia to jednak faktu, że Kopernik to miejsce jedyne w swoim rodzaju. Pod jego wrażeniem pozostaniemy na długo po wizycie, zaś po powrocie do domu w swojej skrzynce e-mail znajdziemy ciekawą pamiątkę – spersonalizowaną stronę z wynikami eksperymentów, w których wzięliśmy udział.

 

Zgłoś błąd / sugestie

© IMiNS, 2016