You can dance - czyli zatańcz jak Ci zagrają

reportaż uczestniczący | autor: Adrianna Kostałkowicz
praca napisana w ramach zajęć: warsztat pisarski
prowadząca: red. Anna Dąbrowska

YOU CAN DANCE- PO PROSTU TAŃCZ– głosił tytuł informacji zamieszczonej w popularnym dzienniku o mających nastąpić, w jednym z dzielnicowych domów kultury w Warszawie, eliminacjach do popularnego show o tańcu…

Na długo przed wyznaczoną godziną przed Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie ustawia się kolejka nieskończonych rozmiarów. Napięcie wzrasta w miarę upływu czasu.

– Coś pan taki nerwowy, nie rozpychaj się pan! – Ojciec Chrzestny się znalazł…

You can dance - Hol gdzie uczestnicy czekali na wpuszczenie ich na pierwsze przesłuchanie

Hol gdzie uczestnicy czekali na wpuszczenie ich
na pierwsze przesłuchanie.

– Ona od dziecka taka zdolna. Na każdej akademii wierszyki – to tylko Marzenka i Marzenka, jakby innych już w szkole nie było. Aż się bałam, żeby jej nie przewrócili w głowie. Myślę, trzeba dziecku dać szansę, niech pokaże się w telewizji. Mówię pani, dzisiaj to calutką noc nie spałam…

W powietrzu można wyczuć stres jaki unosi się w związku z niedługim przesłuchaniem, które czeka nas każdego. Jednym za 10 minut, innych za 3 godziny, a jeszcze innych dopiero pod koniec dnia, ale czeka każdego.

Zatańcz nam, my mówimy co.

Po wypełnieniu paru formularzy przychodzi kolej na mnie i moich najbliższych sąsiadów. Jest nas piątka. Zapraszają nas do małej sali (nie takiej jak pokazują w telewizji) puszczają SWOJĄ! Muzykę i proszą o zatańczenie hip-hopu. Tak, tak hip hopu, mimo że ja tańczę jazz. Byłam w wielkim szoku że musze tańczyć cos w czym się zupełnie nie specjalizuję.

Zdziwiona zaistniała sytuacją próbuję oponować, mówię że ja od jazzu, ale na nic to. Facet zza kamery odburknął, że muszą sprawdzić czy odnajdę się w każdym stylu. Myślę sobie, no cóż jak już tu jestem to zatańczę i hip hop. Pomyślałam sobie, po to tu przyszłam, żeby zatańczyć … także zatańczyłam. Na koniec stwierdzili, że nie jest źle i że mam czekać na korytarzu. Czekać? Na co, pomyślałam. Zawsze myślałam, że odpowiedz na to czy ktoś się dostał dostaje od razu, a tu trzeba było znów czekać.

Teraz Ja.

Po paru godzinach i znacznie zmniejszonej kolejce ,w końcu mam okazję zatańczyć swój jazz, przed prawdziwym składem jury oraz przed kamerą, która jak się później dowiedziałam już nagrywa. To właśnie urywki z tego castingu nr 2 dostajemy pokazane w telewizji, widzimy wtedy ludzi po wstępnej selekcji, którzy mogą albo zrobić show albo zrobić z siebie idiotów. Czasami nawet Ci z talentem, którzy jednak maja talent taneczny, nie przechodzą eliminacji wstępnych. Nie przechodzą właśnie dlatego, że nic by nie wnieśli do programu. Przykre? Raczej nie, to po prostu realia show talent. Osobiście już na tej większej scenie, przed prawdziwym jury byłam strasznie zdenerwowane, nie ukrywałam wcale, że trema zjada mnie niesamowicie. Na szczęście akurat wtedy w jury zasiadała wiecznie uśmiechnięta Anna Mucha. Zawsze lubiłam ta aktorkę, i tego dnia utwierdziłam się w tym że to naprawdę w porządku kobieta. Kiedy tak stałam na scenie dukając jak się nazywam, skąd jestem i tak dalej, Ania powiedziała cos w stylu:

– No dobra chłopaki koniec przepytywania, ja chce zobaczyć jak to ciało wije się w jazzie. Dawaj Ada!

Nie wiem czemu, ale od razu poczułam, że jest ktoś serdeczny w tej sali, ktoś kto naprawdę chce zobaczyć MÓJ pokaz, że nie jestem jedna z wielu.

No i zatańczyłam. Moim zdaniem najlepiej jak potrafiłam. Dałam z siebie wszystko. Pokazałam cała choreografię, którą układałam sobie i ćwiczyłam już od ponad pięciu miesięcy.

To jeszcze nie ten czas.

You can dance - czyli zatańcz jak Ci zagrająNiestety, jury stwierdziło że, pomimo iż źle nie było, to byli i na pewno jeszcze będą lepsi ode mnie. Nie dostałam wymarzonego biletu do Tel Avivu w Izraelu, zresztą jak dziesiątki innych osób które spotkałam w kolejce. Wcale nie byłam zawiedziona, wręcz przeciwnie skoro doświadczone jury w składzie Michał Piróg i Augustin Egurola powiedziało, że nie było źle to następnym razem powiedzą, że jest perfekcyjnie. To jest mój cel na kolejny rok, udoskonalić swój warsztat, zrobić jakieś show. Teraz już wiem jak to jest, na co mam uważać, że trzeba przygotować się na czekanie i żeby zrobić wszystko, aby móc pokazać się jury. Mimo wszystko uważam, że takie castingi nie są dla wszystkich. Widziałam ogrom rozpacznych ludzi, którzy usłyszeli że nie są zbyt dobrzy, albo że w ogóle się nie nadają i nie powinni płakać. Tacy ludzie zachowywali się jakby świat im się załamał, a przecież ważniejsze jest to, że potrafią odnaleźć się w swoim stylu, że pasja daje im wyzwolenie, że są szczęśliwi tańcząc.

Ja jestem.

Rozmowa z Beatą Bąk (specjalistką do spraw castingu)

Co sądzi Pani o castingach, tak ogólnie?

– Bardzo ciężko jest opowiedzieć o swojej pracy ogólnie, ale jednego jestem pewna, casting to naprawdę wielka szansa dla ludzi którzy maja jakiś talent i chcą zostać odkryci.

Dużo talentów już odkryła Pani?

– Ojjj trochę ich jest, ostatnio odkryłam 9 letniego chłopca Bartka, który potrafi zagrać zbuntowanego nastolatka, a po chwili być typowym 9 latkiem, takim synusiem mamusi.

No dobrze, powiedzmy że ukazuje się taki talent u Pani na castingu, ale nie pasuje do danego projektu, co wtedy?

– Wtedy i tak biorę go do siebie do „bazy”.

Do bazy?

– Tak, tak my tak mówimy na ludzi których gromadzimy bo maja niezwykły talent żeby ich później wykorzystać jakby co.

Czy miała Pani do czynienia z castingami w talent show?

– Tak. W You Can Dance. Asystowałam.

Podejmowała Pani decyzje kogo wsiąść a kogo nie?

– Nie, raczej nie, ja tylko doradzałam przyszłym uczestnikom.

I co Pani im mówiła?

– Najważniejsza zasada! Nigdy, ale to przenigdy w trakcie występu nie myśl o tym przed jaką publicznością występujesz. Nie ważne czy to będą 3 osoby czy 3 miliony.

Działało?

– A o to, to trzeba by zapytać ich, moim ludziom to pomaga i zawsze to sobie powtarzają.

Bardzo dziękuje za rozmowę.

– Ja również.

 

Zgłoś błąd / sugestie

© IMiNS, 2016