Svenskapada – eskapada do Szwecji

reportaż uczestniczący | autor: Małgorzata Klimkiewicz
praca napisana w ramach zajęć: warsztat pisarski
prowadząca: red. Anna Dąbrowska

W wieku 30 lat, mój mężczyzna postanowił, że zacznie uczyć się języka szwedzkiego. I choć nie podzielałam jego zainteresowań Skandynawią to zaproponowany przez niego wyjazd w tamte rejony przyjęłam z entuzjazmem – i już po niespełna 2 miesiącach od wypłynięcia tematu siedzieliśmy we czwórkę – ja, Nikodem oraz dwójka naszych przyjaciół, Tadeusz i Axelle – w autobusie do Gdańska skąd odpływał nasz prom.

Poczekalnia

Wchodząc do poczekalni czuję, że cofnęłam się w czasie o jakieś 15 lat. Pomieszczenie, w którym relaksują się oczekujący na odprawę podróżni nie ma okien, a główną atrakcję stanowią automat do kawy oraz zawieszony pod sufitem, sporych rozmiarów telewizor, na którym wyświetlane są wiadomości sportowe. Kilka brązowych kanap, których obicia nieudolnie naśladują skórę ewidentnie nie pasuje odcieniem do koloru ścian. Po chwili oprócz samego wnętrza uderza mnie coś innego – ludzie.

- Tata weźmie ten kubek – słyszę słowa rzucone w kierunku starszego pana, któremu do kanapki zaoferowano herbatę z termosu – Niech tata uważa, bo gorące! – syknęła, sądząc po wieku i urodzie, córka.

Dookoła kręci się gromadka dzieci z rodzicami i ich ogromnymi plecakami, wszyscy zdają się hołdować modzie retro, przywołując wspomnienia przejścia granicznego w Zgorzelcu z początku lat 90-tych. Jest sympatycznie i swojsko, więc na razie martwię się tylko tym, że aviomarin może nie pomóc mi podczas podróży promem.

Odprawa

Równo o 16:00 podnosi się szum. Wszyscy wstają się ze swoich miejsc i zmierzają do holu głównego. Ja razem z nimi. Okazuje się, że właśnie rozpoczęła się nasza odprawa – dostajemy karty pokładowe i okazując dowód osobisty przechodzimy w kierunku trzypiętrowych schodów, które prowadzą na pokład. Jestem zaskoczona brakiem windy i sądząc po zdegustowanych minach posiadaczy ogromnych walizek na kółkach, nie jestem w tym odczuciu osamotniona.

Prom

Svenskapada – eskapada do SzwecjiNa pokład dosłownie się wtoczyliśmy. Sapiący i stękający tłum wlał się przez niewielkie przejście, nie zwracając większej uwagi na witającą nas załogę oraz Charliego Chaplina, który, jak się później okazało, miał zwiastować filmowy motyw przewodni rejsu.

Po kilkuminutowych poszukiwaniach wreszcie znajdujemy naszą kabinę. Jest mała, ale ma swoją łazienkę, cztery rozkładane łóżka, niewielkie biurko z krzesłem i zaparowane okienko z widokiem na falujące morze. – Myślałem, że kabina będzie mniejsza – Tadeusz jest wyraźnie uradowany, a ja z głupią miną patrzę na niego starając się ustalić czy on tak na poważnie…

Kolacja

Szybki prysznic i czas na kolację. Nasza przewodniczka – pani Alicja – o której istnieniu do tej pory nie miałam pojęcia – przydziela nam miejsca przy stoliku w jednej z restauracji.

Sala rodem z Titanica, skąpana w mroku i sztucznych kwiatach powoli wypełniła się ludźmi. Każdy z nas dostaje zupę (po której pół sali rozkaszlało się z powodu zbyt dużej ilości zawartego w niej pieprzu), ziemniaki z łososiem i lampkę wina. Zanurzeni w potrawach przysłuchujemy się rozmowom. Przy stoliku obok pani tłumaczy swoim towarzyszom, że nie je mięsa i od lat jest wegetarianką. A ponieważ Nikodem od szynki również woli sałatę pomyślałam, że może uda nam się nawiązać jakiś dialog między stolikami. Nie mogłam się bardziej mylić – ale o tym później.

Atrakcje

Do atrakcji przewidzianych na ten wieczór należała promowa potańcówka. Średnia wieku zdecydowanie powyżej andropauzy, ale panowie na parkiecie emanują energią niczym wygłodniałe wilki polujące na co atrakcyjniejszą zwierzynę. „Ona tańczy dla mnie” jest hitem wieczoru, a Elvis Presley okrasza zabawę komentarzami zza konsoli dj-a. Siedzimy przy stoliku i obserwujemy pląsy podchmielonych par. – Zatańczymy? – pada zadane bez przekonania pytanie z krzesła obok, ale nie mam ani sił ani ochoty uczestniczyć w tym zjawisku, które od kilkunastu minut podziwiam. Tuż przed powrotem do kabiny zastanawiam się, czy nie ratować trzech młodych dziewczyn z Turcji, które nieświadome zagrożeń ze strony wijących się obok nich starych wyjadaczy, zmysłowo poruszały się po parkiecie.

Sztokholm

Svenskapada – eskapada do SzwecjiJestem strasznym śpiochem, jednak ku mojemu zaskoczeniu, następnego dnia budzę się jako pierwsza. Zanim reszta naszej ekipy przygotowała się, aby opuścić nasz „pokój” zdążyłam zaczerpnąć świeżego powietrza na najwyższym, odkrytym pokładzie. Piękne słońce, temperatura tylko nieco poniżej zera – wymarzone warunki na wycieczkę do Sztokholmu. Całą grupą opuszczamy prom i autokarem udajemy się do stolicy – celu naszej podróży.

Miasto jest piękne i posiada swój niepowtarzalny klimat. Większość czasu spędzamy w autokarze podziwiając architekturę oraz ogromne ilości wody i zieleni, a w międzyczasie zatrzymujemy się na krótką przerwę, podczas której rozdane zostają kanapki przygotowane dla nas na promie. Nikt nie gardzi kubkiem ciepłej kawy, która bardziej od zaspokojenia pragnienia przydaje się do ogrzania zmarzniętych rąk.

Problem

Na prom wracamy dokładnie pół godziny przed kolacją. Czym nas zaskoczy dzisiaj szef kuchni? Rosół i sztuka mięsa z dodatkami.

- Ja tego nie będę jadła. Nie jem mięsa, mówiłam kilkakrotnie! – koleżanka wegetarianka zabrała głos – Rano zgłaszałam to kelnerowi, tak trudno to zapamiętać? – popatrzyliśmy po sobie w duchu mając nadzieję, że może ów kobieta ma gorszy dzień. Porcja bez mięsa została podana lecz mimo braku martwego cielaka na talerzu, komentarze nie ucichły.

Latte art.

Po posiłku, z lekko wydętymi brzuchami postanowiliśmy całą gromadą uczestniczyć w zorganizowanym przez pracujących na promie baristów pokazie. Sztuka parzenia kawy, jak wygląda dobrze zrobione espresso i czym różni się latte od cappuccino. Kulminacyjną częścią pokazu był zaprezentowany przez fachowców sposób wykonywania latte art, czyli wzorków z kawy lub czekolady na spienionym mleku. Wśród tłumnie zebranych przy barze osób byli chętni do spróbowania samego wykonywania, jak i kosztowania smaku.

- A niech pan powie, bo moi znajomi nie piją z mlekiem, jak mam zrobić wzorki na samej kawie? – miłośniczka bezmięsnych posiłków wyłoniła się z tłumu. – Niestety nie da się tego zrobić bez mleka – oznajmił barista skonsternowany pytaniem – Myślałam, że jest pan fachowcem – skomentowała mocząc usta w koktajlu kawowym. Mimo całej sympatii dla panów od kawy i chęci uzupełnienia wiedzy w temacie który prezentowali, nawet ja – mimo mej cierpliwości niemalże anielskiej – nie byłam w stanie dłużej wysłuchiwać komentarzy i opuściłam jedno z niewielu siedzących miejsc przy ladzie.

Powrót

Przed nami kolejne 18 godzin na morzu. Lekkie kołysanie całkowicie wyparowało z mojej świadomości, a łagodne fale jak nigdzie nastrajają do dobrego snu. Z kabiny obok słychać muzykę, a od czasu do czasu rozmowy zza drugiej bardzo cienkiej ścianki. Dyskoteka trwa, a na otwarcie sklepu trzeba poczekać do rana. W ramach wyjątku, z powodu zwielokrotnionej liczny polskich robotników wracających do domu na święta, został dnia dzisiejszego zamknięty, przez nauczoną doświadczeniem poprzednich rejsów załogę. Sztokholm planujemy odwiedzić raz jeszcze, ale już bez przewodnika. Zbyt mało czasu przewidziano na spokojny spacer po Sztokholmskich uliczkach. A jednak żadne z nas nie żałuje. Gdy stawiam stopę w gdańskim porcie wiem, że nie autokarowa wycieczka po Sztokholmie, ale właśnie podróż promem zapadnie mi w pamięć na dłużej.

Koszty 3-dniowej wycieczki do Szwecji.

RAZEM: 815 zł = 1681,45 SEK

A co mówią Ci, którzy do Szwecji pływają regularnie? Rozmowa z Małgorzatą Matynią, która do Skandynawii podróżuje dwa razy w roku.

Czy wycieczki promem zawsze sprawiają wrażenie takich oldschoolowych?

– Wszystko zależy od tego kiedy się pływa i z którym biurem podróży. Muszę przyznać, że od Polferris wolę linie Stenaline. Są bardziej komfortowe ze względu na wyposażenie i oczywiście wygląd.

Jacy ludzie podróżują do Szwecji?

– Przeróżni! Od robotników po wycieczkowiczów, bądź takich jak ja – urlopowiczów. Na północy mam rodzinę do której jeździmy, gdy tylko nadarzy się okazja.

Co najbardziej fascynuje Cię w Skandynawii?

– Piękne widoki, wiatr, ale przede wszystkim cisza i spokój. Zaszywam się tam i zapominam o wszystkich męczących tematach. Po prostu odpoczywam.

 

Zgłoś błąd / sugestie

© IMiNS, 2016