Nie tylko dla dużych chłopców – Speedball

reportaż uczestniczący | autor: Małgorzata Pałaszewska
praca napisana w ramach zajęć: warsztat pisarski
prowadząca: red. Anna Dąbrowska

Gdy skończyliśmy wszystko mnie bolało, byłam zmęczona, brudna, ale też bardzo szczęśliwa. Patrzyli tylko na mnie, zaskoczeni, zmieszani, a w ich oczach było coś w rodzaju podziwu. Chcę więcej!

Mój pierwszy raz nie należał do udanych. Nie orientowałam się, co mam robić, na kogo patrzeć, ani nawet, w którym kierunku biec. Chcieli mi udowodnić, że to nie jest miejsce dla mnie. Na szczęście to był tylko sparing, po którym stanęłam przed nimi cała w farbie i powiedziałam – wiem, co sobie myślicie, ale tak łatwo się mnie nie pozbędziecie! Kapitan rzucił we mnie kulką, która pozostawiła kolejny ślad na moim ubraniu i powiedział, gdzie i kiedy mam być na treningu. Obecność obowiązkowa! – dodał groźnie, jakby zauważył, jak bardzo się ucieszyłam, że mnie nie pogonił, odprowadzając gromkim śmiechem. Tak zaczęła się moja przygoda ze Speedball’em – sportem, bez którego teraz nie umiem żyć.

Noworoczne postanowienie

Na nowy rok wypada mieć jakieś postanowienie. Zazwyczaj najwięcej czasu zajmuje nam wymyślanie wymówek. W moim przypadku postanowienie było dość standartowe: schudnąć, aby zmieścić się w ciuchy, z poprzedniego sezonu. Pracodawca obdarował nas kartami Multisport, jakby chciała mi dać do zrozumienia, że moje postanowienie ma swoje uzasadnienie. W każdym bądź razie mogłam zapisać się na fitness, siłownie, basen i wiele innych „atrakcji” sprzyjających odchudzaniu. Styczeń był dla mnie miesiącem ulgowym, bo przecież muszę najpierw opracować plan, kupić strój kąpielowy itp. Połowa lutego minęła niewiadomo kiedy. Drugą połowę trochę poćwiczyłam w domu, zmotywowana przesadzającą z wynikiem wagą elektroniczną. Nie mogłam się na nic zdecydować. Pomyślałam zatem, że potrzebuję motywacji ze strony osób trzecich. Kierunek – sporty drużynowe.

Duma i uprzedzenie prowadzące do wyzwania

Nie oszukujmy się, nie jestem wybitną sportsmenką. Potrzebowałam zatem sportu, który pozwoli mi spalać dużo kalorii. Musi być niebanalny, dający wycisk i adrenalinę. Przeglądając Facebooka natknęłam się na ogłoszenie zamieszczone przez kumpla. Poszukuje on osób, które mogłyby zasilić szeregi jego drużyny speedballowej. Już miałam odpuścić, ale ciekawość była silniejsza. Trochę informacji od „wujka Googla” i wiedziałam już, o czym mowa. Sport ten spełniał wszystkie postawione przeze mnie kryteria. Niby męska gra, ale nigdzie nie napisali, że wyłącznie męska. Gdy zadzwoniłam, kolega (de facto kapitan owej drużyny) lekko rozbawionym tonem odparł mi:

– Ale Ty przecież jesteś dziewczyną!
– Nie zauważyłam, żebyście podczas gry używali atrybutów dostępnych tylko i wyłącznie mężczyznom.

Sprowokowałam go to rzucenia mi wyzwania.

– Wiesz co? Masz rację. Wpadnij w środę, pogramy. Wyślę Ci dokładne info sms’em.

Chyba się zdenerwował, bo nie zdarzyłam nic powiedzieć, zanim się rozłączył. Mamy poniedziałek, zatem całe 2 dni na zebranie informacji.

Speedball – szybkie szkolenie teoretyczne

Nie tylko dla dużych chłopców – SpeedballDzięki Bogu za Internet. Zasady wydawały się być dość proste. Zwycięża drużyna, która wyeliminuję wszystkich przeciwników, po przez zestrzelenie ich z broni pneumatycznej, zwanej markerem, nabitym kulkami z farbą. Innym sposobem jest tzw. odklepanie punktu na bazie przeciwnika. Jednak, żeby to zrobić, trzeba przedostać się do niej przez całe pole, nie mając na sobie ani jednego splata (ślad po trafieniu kulką z farbą). Cały przebieg turnieju obserwuje kilku sędziów, którzy zdejmują z boiska tych, którzy zostali trafieni oraz przyznają kary tym, którzy wytarli splata. W turnieju bierze udział minimalnie 10 drużyn. Każdy mierzy się z każdym, a na podstawie punktów eliminuje się najsłabszych. Z reguły turnieje speedball’owe rozgrywają się na polu o wielkości maksymalnej – 35×50 metrów, otoczonym specjalną siatką, której zadaniem jest zatrzymywanie kulek w obrębie pola. Uczestnicy chowają się za dmuchanymi przeszkodami, tzw. balonami (30-45 szt. na polu). Przed turniejem zawodnicy otrzymują plan pola tzw. layout.

Mam słuchać gościa, który będzie nam podpowiadał i strzelać do przeciwników, starać się dostać do ich bazy, nie zostając przy tym wycinkiem w kolorowej tęczy. Powiedzmy, że wiem, co robić.

Moment zwątpienia

Środa. Ruszyłam we wskazane w sms’ie miejsce – na halę Reball przy ul. Gierdziejewskiego w Warszawie. Na miejscu zastałam całkiem sporą grupę facetów, ale też kilka kobiet. Większość z nich przyjechała tylko w formie osób towarzyszących, ale były też trzy przebrane w kombinezony graczy. Były dość masywne, a ja mino chęci odchudzania – do masywnych nie należę. Zaczęłam się bać. Uświadomiłam sobie, że nie mam żadnego sprzętu! W tym samym momencie dostrzegł mnie mój kolega, Piotrek. Uśmiechnął się i objął mnie ramieniem. Ciężkim ramieniem, pod którego ciężarem aż się ugięłam.

– Jesteś taka niewielka, ale coś tu dla Ciebie znajdziemy. Pożyczysz strój od Tomka.

Wskazał palcem niewielkiego chłopaka, który wyraźnie nie był zadowolony. Wykręcałam się mówiąc, że będę przeszkadzać i proponowałam, że na początek może tylko się poprzyglądam. Od samego patrzenia nie będziesz wiedziała, czy Ci się to podoba, a my nie będziemy wiedzieć, czy się nadajesz, czy masz potencjał. Gramy dziś w piątkach, co znaczy, że wystawiamy do gry pięć osób. Jedna zostaje z tyłu i podpowiada reszcie o pozycjach przeciwników na polu. Komunikacja jest bardzo ważna! Pozostałe osoby dzielimy po dwoje na każdą ze stron. Jesteśmy drużyną i nie możemy grać indywidualnie. – powiedział. Mówił do mnie powoli, drukowanymi literami, jak do małej, głupiutkiej dziewczynki. Rozdrażnił mnie tym, co skłoniło mnie do podjęcia rzuconej mi rękawicy.

Przedstawił mi drużynę oraz strategie działania. Dookoła grupowały się inne zespoły, widać było jak czyszczą sprzęt, napełniają markery kulkami, dopinają ochraniacze, potrzebne do zachowania bezpieczeństwa. Dopuszczalna w turnieju prędkość wystrzelonej z markera kulki to 300 fps, co równe jest ok. 90m/s. Podobno jeśli będziemy stosować się do zaleceń bezpieczeństwa, ryzyko, że coś złego może się przydarzyć spadnie niemal do zera. Tak, z pewnością już się mniej boje…

Uzależnienie zaczyna się już od jednej dawki

Speedball - Nie tylko dla dużych chłopców

To miejsce zdecydowanie ma swój klimat. W powietrzu unosi się testosteron. Niby każdy jest naszym przeciwnikiem, a mimo wszystko czuje się pewną częścią całości. Ustawili mnie na pozycji węża, jako że jestem najmniejsza. Stanęliśmy przy swojej bazie. Rozbrzmiał głośny sygnał startu i wszyscy rzuciliśmy się do balonów, aby jak najszybciej się za nimi schować. Moim zadaniem było dostać się do balonu „węża”, wzdłuż którego miałam poruszać się ostrzeliwując przeciwników. Oczywiście starając się również nie oberwać kulką. Przeciwna drużyna nie zwracała na mnie za bardzo uwagi gdyż zdążyli zauważyć, że jestem nowa. Zlekceważyli mnie, co dało mi pewna przewagę. Miałam spore problem z prawidłowym trzymaniem markera. Długo zbierałam się do przeskoczenia za kolejną przeszkodę – docelowego balonu „węża”. Wszystko działo się tak szybko! Nie minęła nawet minuta kiedy zeszło z pola dwóch naszych zawodników trzymając się za głowę (to znak dla reszty, że zostali trafieni i już nie są w grze). Została nas trójka. Po chwili już tylko dwójka. Przez tą za dużą maskę praktycznie niczego nie słyszałam, żadnego podpowiadania. Przesuwałam się powoli do przodu, aż w końcu odważyłam się wyjrzeć zza balonu. Okazało się, że zlekceważyli mnie na tyle, że byli ustawieni do mnie plecami. Ich też zostało dwóch. Zaczęłam nieporadnie strzec, jak najszybciej poruszając palcami, aby wylatywała jedna kulka za drugą. Niby celowałam, ale tak naprawdę obrzuciłam cale pole kulkami. Dla kogoś, kto gra od lat musiało to wyglądać dość zabawnie. Trafiłam jednego! Drugi szybko odwrócił się w moją stronę przez co odsłonił się Tomkowi z mojej drużyny i oberwał od niego kulką. Niestety przeciwnik miał refleks. Zanim sędzia zdjął go z pola, zdążył trafić też Tomka, który zaczął się wykłócać, że to nie powinno się liczyć. Trochę się uspokoiłam wiedząc, że już nikt mnie nie trafił. Byłam cała w farbie, bo czołgałam się po polu, za tym balonem. Słyszałam już, jak krzyczą do mnie, żebym pobiegła do bazy przeciwnika! Pobiegłam niepotrzebnie, bo przecież za zdjęcie wszystkich przeciwników zdobyliśmy zwycięstwo. Po zejściu z pola kapitan zaproponował mi trenowanie z nimi. Widać było u niego skruchę, pomylił się co do mnie. Ponoć mam potencjał tylko jeszcze jestem „niemota”. Byłam bardzo zadowolona, spodobało mi się to przynależenie do grupy, adrenalina i emocje. Nie było to takie straszne – powiedziałam do nich z dumnie uniesioną głową, po czym od razu usiadłam, ponieważ wszystko mnie bolało od ciągłego napinania mięśni i czołgania się. Mecz trwał tylko 10 minut, a ja czułam się jakbym spędziła tam kilka godzin.

Speedball – narkotyk

Speedball to według Wikipedii również nazwa połączenia dwóch substancji narkotycznych, heroiny i kokainy. Nasz sport zdecydowanie działa jak narkotyk, uzależnia, podnosi ciśnienie oraz powoduje, że można poczuć się niezniszczalnym. Na treningach nauczyłam się wielu taktyk gry, jestem teraz też dużo sprawniejsza fizycznie. Odchudzanie? Już o nim nie myślę. Lubię wycisk, jaki daje nam trener i uwielbiam być częścią drużyny. Brałam udział już w kilku sparingach, teraz czekam na turniej Narodowej Ligi Paintballowej. Poznałam bardzo wielu ludzi, a sam ten sport jest już częścią mojego życia. Wild Style – drużyna, w której gram to kilkunastu mężczyzn i dwie kobiety. Moja drużyna – moi przyjaciele. Już wiem, że nie warto było się bać. Zawsze trzeba próbować, bo kto nie próbuje, ten zawsze traci!

Pole Speedbal’owe przygotowywane jest podczas organizacji turniejów. Są jednak miejsca,
w których można trenować cały rok:

Wywiad z sędzią turniejów Speedball’owych – Tomaszem Rulakiem

Tomku, dlaczego zdecydowałeś się być sędzią w takich zawodach?

– Od wielu lat gram jako zawodnik, dlatego też doskonale znam wszystkie zasady oraz możliwości oszustw przez zawodników. Dzięki temu można się wiele nauczyć, poznać przeciwników, ich taktyki, poza tym to po prostu świetne zajęcie

Co takiego musi mieć zawodnik, żeby dobrze grać?

– Przede wszystkim chęci! Poza tym musi być zwinny, wysportowany oraz komunikatywny. Brak komunikacji na polu, między zawodnikami tej samej drużyny to najgorsze, co może być. Dużą role ogrywa też sprawny sprzęt.

Czy Speedball jest kosztownym sportem?

– Tak, niestety to drogi sport. Kulki, sprzęt, który z sezonu na sezon ulega zużyciu, wyjazdy, samo uczestnictwo w turnieju kosztuje! Tych kosztów można tutaj wymieniać bez końca.

Mimo wszystko bardzo wiele osób bierze w tym udział. Co takiego skłania Was do poniesienia tak wysokich kosztów?

– Nie można powiedzieć, że Speedball jest dużo droższy od piłki nożnej, czy hokeja. Ten sport szybko uzależnia. Adrenalina, emocje, przynależność do drużyny, wspaniali ludzie, rywalizacja, szybkość gry. Sam zapach farby jest świetny! Na polu myślisz o sobie i o drużynie, a zwycięstwo jest super dodatkiem do świetnej zabawy.

Pole turnieju Speedball’owego całe pokryte jest farbą od rozbryzgujących się kulek. Nie używa się jedynie czerwonego koloru, ze względu na skojarzenie z krwią. Początkowo był to tylko męski sport, teraz coraz częściej grają w niego również kobiety.

 

Zgłoś błąd / sugestie

© IMiNS, 2016